Open

Nie istnieje granica oddzielająca teraźniejszość od przeszłości, ta ostatnia jest wciąż obecna tu i teraz, to co minione trwa nadal, a czas i przemijanie to tylko złudzenia. Taki wniosek nasuwa się nieodparcie, gdy przyglądamy się obrazom nadesłanym na tegoroczny konkurs Programu Open WARSAW PHOTO DAYS, którego hasłem przewodnim jest POST SOVIETICUS.

Pozostałe w ludziach i miejscach ślady przeszłości są interesującymi próbami przyjrzenia się mentalności i kulturze mieszkańców krajów postradzieckich, kiedyś i dziś. Zainteresowanie tematem młodych pokoleń dowodzi, że element często spychany w zapomnienie, nieprzerwanie współkonstytuuje współczesną świadomość, będącą swoistą syntezą pamięci przeszłości i obrazu teraźniejszości.

Puste i wyludnione sale „Gmachu” Karola Pałki wydają się tylko czekać na zjawienie się  tych, którzy tylko co opuścili te pomieszczenia, lecz zaraz tutaj powrócą, by spełniać na nowo nakazane przez system rytuały. Karol Pałka, fotograf, reżyser filmów dokumentalnych, roztacza przed naszymi oczami scenografie tych rytuałów, wydawałoby się – wciąż gotowe na ciąg dalszy spektaklu.

Skala spektaklu nie musi być tak monumentalna, również na poziomie niepozornych detali można odnaleźć  wiele znaczące gesty, jak pantomima dłoni w “De jur, împrejur este patria” Andrei Nacu. Jednostka uwikłana w państwowotwórczą symbolikę godła ujawnia tu dyskretnie, ale wymownie  rozległą skalę reakcji na to uwikłanie, które trudno byłoby zresztą uznać za wyłączną cechę systemu sowieckiego.

Jak wymowne potrafią być drobne detale pokazuje projekt Walentyna Odnoviuna – kolekcja zdjęć judaszy z więzień KGB i Stasi. Okrągłe podświetlone obiekty wydają się niemal obrazami abstrakcyjnymi, a przecież są śladem i świadkiem aż nadto realnych i konkretnych ludzkich tragedii, których widz może się jedynie domyślać.

Puste i bezludne są też mieszkalne wnętrza w projekcie estońskiej fotografki Triiny Kerge, stanowiąc swoiste ramy dla ukazania zewnętrznych pejzaży zmieniających się wraz kolejnymi porami roku, pejzaży pełnych śladów niedawnej przeszłości.

Pejzaże postsowieckich miast pielęgnują tę przeszłość, przechowują ją w swej siermiężnej szarzyźnie, bylejakości, niezniszczalnej tymczasowości, tak wyrazistej na fotografiach autorstwa Tatyany Palygi z jej rodzinnej miejscowości Czerepovets w północno-zachodniej Rosji, do której artystka powraca po długiej nieobecności w poszukiwaniu własnych korzeni. Nawet nowo wzniesione osiedla na obrzeżach Moskwy uchwycone w kadrach Aleksandra Anufrieva wydają się wciąż należeć do minionej epoki, ciążyć ku niej przynajmniej duchem, jeśli nie formą.

Nieco inaczej wyglądają wędrówki Maszy Svyatogor po białoruskim Mińsku i jego okolicach. Masza szarzyznę odwiedzanych miejsc przełamuje barwną intruzją własnej postaci i figur ze świata wyobraźni.

Po ulicach Wilna Urszula Janoszuk porozsiewała zabarwione złowrogą czerwienią widma nieodległej przeszłości powracającej w postaci zaciśniętej kurczowo pięści, odwołującej się w swej formie do estetyki sowieckich plakatów propagandowych.

Ślady sowieckiego marzenia francuska fotografka Lorraine Turci odnalazła aż za kołem podbiegunowym. Porzucone zwłoki arktycznego miasta, znak swoistej prometejskiej hybris sowieckiego systemu, spoczywają wśród jałowego pejzażu norweskiego archipelagu Svalbard, jak ogromne szczątki potwora, pozostawione przez odpływ. Lewiatan, już martwy, ale wciąż złowrogi.

Na przekór kosmopolitycznemu duchowi komunizmu mamy okazję oglądać również sowieckość z kolorytem lokalnym, jak w projektach Doiny Domenici Cojocaru, czy Kirka Kellinghama, gdzie zza pleców przeszłości komunistycznej wyziera tradycja dużo starsza i bardziej szacowna, mołdawska lub gruzińska, widoczna w rytuałach pogrzebowych, czy konterfektach gruzińskich świętych przyglądających się z ponadczasowym spokojem siermiężnej postsowieckiej współczesności.

Zrujnowane i opustoszałe są nie tylko budynki i miasta, ale nade wszystko ludzkie dusze. Nostalgia za utraconym rajem ideologicznego złudzenia potrafi być naprawdę dewastująca, zwłaszcza w zetknięciu ze współczesnością nie dającą się wyjaśnić w prostych kategoriach propagandy i tak daleką od odziedziczonych po systemie życiowych nawyków. Ta psychiczna dewastacja przemawia w sposób bardzo osobisty i indywidualny słowami i obrazami w projekcie Ireny Jonas. Projekt, inspirowany zbiorem reportaży “Czasy second-hand. Koniec czerwonego człowieka” Swetłany Aleksiejewicz, obnosi po miejscach pełnych pamiątek komunistycznej przeszłości słowa autentycznej żałoby po systemie zapewne złowrogim, ale dla jej bohaterów przynajmniej zrozumiałym. Nic nie zdołało zapełnić pustki po upadku sowieckiej rzeczywistości. 

Pomniki wzniesione za czasów Tity w byłej Jugosławii zgromadzone na zdjęciach Jovany Mladenovic

są w tym kontekście szczególnie wymowne, bo są niemym świadkiem katastrofy wyjątkowo głębokiej i dewastującej, upadku nie tylko samej ideologii, ale rozpadu całego państwa, rozerwanego w paroksyzmach okrutnej wojny domowej. Dziewczęce postaci wcielające się w kamienny patos monumentów to jednocześnie pantomima żałoby po wizji, która została bezpowrotnie utracona.

Białoruski fotograf Andriei Liankevich w swoim projekcie zagłębia się w kluczowy dla sowieckiej historii mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej z całą jego wieloznacznością i złożonością. Zainspirowany losami własnej rodziny szuka klucza do zrozumienia sensu tamtych czterech lat, ukrytego za fasadą oficjalnej propagandy.

Pozorna monotonia i martwota ukazanych w tych projektach pejzaży, tych zewnętrznych i tych wewnętrznych, nie powinna nas zmylić. Te miejsca nie należą jedynie do przeszłości, one istnieją w naszym tu i teraz, niemal gotowe w każdej chwili na nowo ożyć…

Katarzyna Majak